19 listopada 2007, 12:28 - poniedziałek
małżeńskie dialogi c.d.

Ukochana małżonka sortuje śrubki dla męża.
Zajęcie godne średnio wytresowanej małpy.
Ze względu na postępującą ślepotę co chwilę muszę oglądać śrubkę.

Mały gwint, duży gwint, mały na lewo, duży na prawo, nietypowe na osobną kupkę.
Mały, duzy, mały, mały, duży.

Komentarz Tomasza: "Kochanie... Kopciuszek też tak napierdalał, prawda?"

Kurtyna

   14 listopada 2007, 23:13 - środa
komentarze: 0
nie stój nad kwiatem z konewką i batem, to na nic

Dni mijają. Obrona coraz bliżej. Dzisiaj zaczęłam się do niej uczyć. Postawiłam sobie jakąś taką granicę, cezurę, punkt osobliwy. Jest świat "do obrony" i to wszystko, co zrobię "po obronie". Blog jest w tej drugiej części. Tak samo wypróbowywanie nowych przepisów kulinarnych, łażenie po Poznaniu i szukanie pracy etc.

Wiem, że tylko pechowcy się nie bronią. Ale ja wolę zadbać o mój brak pecha po prostu dobrze się przygotowując :)
A i tak może mnie zagiąć jakieś pytanie.

Aha i ja chciałam złożyć petycję. Czy ta ranka pod panną S. mogłaby się wreszcie zagoić? Czy ona też odkłada to na "po obronie"?

   08 listopada 2007, 18:07 - czwartek

chomiki.JPG

Znalazłam to na jakiejś stronie dzisiaj. 

Przed oczami pojawił mi się obraz sadystki duszącej niewinne stworzonka.

Tragedia. 

   07 listopada 2007, 09:57 - środa
mgr
Wydrukowałam i jadę oprawiać. Fajnie.
   04 listopada 2007, 18:20 - niedziela
komentarze: 0
blip

blip jest fajny

przyznać się, kto ma blipa? 

   04 listopada 2007, 11:59 - niedziela
dieta - sprawozdanie

Ok, dieta za mną, sączę właśnie kawę i się nią rozkoszuję. Co ciekawe, jest już 11, a ja jeszcze nie jadłam śniadania i nie jestem głodna. Czas na podsumowania.

Dzień I: kg ziemniaków gotowanych ze solą, jedzonych z ziołami (Kamis FIT)

Dzień II: 900g małych marchewek z Hortexu gotowanych w parowarze. Zaledwie pół talerzyka było posypane ziołami i solą, bo już wieczorem nie dawałam rady. Do tego 5 małych różyczek brokuła naparze, bo pałętały się w zamrażalniku.

Dzień III: 800g półtlustego twarogu, jedzonego solo albo z Kamis FIT. To był 1 listopada, więc nie miałam za wiele czasu na jedzenie :)

Dzień IV: gotowana pierś z kurczaka bez soli (ok. 200g niedobra była, suche mięso, a jednocześnie smakujące wodą, pewnie dlatego, że mrożona i nie do końca się rozmroziła, ale zapomniałam o przygotowaniu sobie czegoś na śniadanie). Do tego 2 duże gotowane nogi z kurczaka (ok. 600g razem), w trakcie gotowania dla smaku dodano jedną malutką kosteczkę Knorra. Wiem, bluźnierstwo, ale kurczak chyba tego nie widział.

Dzień V: luźno zjadane owoce. Nie wiem ile. Dwa średnie jabłka i 10 mandarynek? 15? I pół litra świeżego soku z tymbarku :) (mój ulubiony)

We wszystkie dni piłam niesłodkie herbaty i wodę.

Przewinienia:
- kawa IV dnia w południe, bo prawie mdlałam (pogoda ;/)
- łyżeczka sosu słodko pikantnego, jeden krakers i dwa mini-sucharko-chipsy-chlebowe IV dnia, bo ugotowałam sobie za mało kurczaka i byłam wściekle głodna a byli goście i stało na stole :P
- koiec diety V dnia o 20, bo poszliśmy do znajomych i już po prostu musiałam zjeść 3 kosteczki czekolady (cukier mi spadł? ;)) i kilka paluszków. Ale nadal popijałam to herbatką :D

No i na koniec, WYNIKI:

- Między 4 a 5 kg w dół! Trudno mi określić dokładnie, bo nasza waga jest bardzo stara. Dzisiaj rano wyszlo równo 5kg w dół, wcoraj u rodziców na elektronicznej wychodziły 4kg. Zważę się u rodziców i wyciągnę jakąś średnią. Spadek wagi uważam jednak za BDB!

- Zielona spódnica z M&S daje się założyć i zapiąć, jednak nadal marszczy się na biodrach.Niestety mam wrażenie, że talia mi wyszczuplała, a biodra tak jak były są... hmmm... solidne ;) Dwie kolejne spódnice mają te same objawy co zielona, odzyskałam tylko jedną sztruksową (dobrze się rozciąga ;P)

WNIOSKI:

- Nie obżerać się w listopadzie, poza 11 listopada i uczczeniem obrony pracy mgr (gdy do niej dojdzie)
- Dietę należy powtórzyć w 1. tygodniu grudnia
- Następnym razem więcej kurczaka! I marchewka pół na pół z brokułami. Bo się... no wiadomo co.
- TRZYMAĆ wagę ;)

Relacjonowała dla Państwa specjalna korespondentka, Aleksandra, czarodziejka.net

   02 listopada 2007, 14:39 - piątek
komentarze: 0
dieta, dzień czwarty

Twaróg był lajtowy.

Dopiero dzisiaj okazało się, że ta dieta jednak trochę osłabia. Boli mnie głowa, lekko mi się kręci, bardzo łatwo się męczę. Żeby wytrwać zrobiłam sobie kawę, taką jak zawsze, 3w1, z kapką mleka. Myślę, że od razu nie utyje od tego, a samopoczucie się poprawi. Kurczak się gotuje ;)

 

EDIt: odżyłam, naprawdę. Dziękuję Ci Nescafe ;D