29 września 2007, 12:33 - sobota
ciasto ze śliwkami i polewą jogurtową

wygląda tak, przepis inside

sliwki z jogurtem1.jpg

   21 września 2007, 22:56 - piątek
piątkowy wieczór

Co robi piękna (cicho, to się nazywa dobry nastrój), młoda mężatka, z miesięcznym stażem we wspaniały, piątkowy wieczór?
Czy właśnie skończyła oglądać film z Ukochanym, wysączyła ostatnie kropelki wina z kieliszka i razem udają się do łóżka? A może oblizuje się po kolacji w romantycznej knajpie? A może szaleje ze znajomymi na imprezie? Tuli się do męża zasypiając?

Nie, no skąd. Po tym jak już umyła naczynia, wyszorowała kibelek, napakowała swoją kasetkę z lekami, przeczytała pół bloga idiomki i odebrała telefon od małżonka, który informował ją, że koncert się skończył i idzie do knajpy ze znajomymi (nie czekaj Kochanie), zastanawia się, co zrobić z nadmiarem energii którym ku swojemu zdziwieniu dzisiaj dysponuje.

Może posprzątam w szafie? Może wezmę kąpiel? Może doczytam tego bloga do końca? Może upiekę muffiny? (odpada, blacha została u Mamy)... AAAAAAAAAAAA!

I najgorsze jest to, że gdybym nie musiała pisać pracy mgr, pewnie bym już smacznie i spokojnie spała. To nerwy trzymają mnie na nogach, czekam na kolejnego maila od Agnieszki-opiekunki mgr.

Tja.

   20 września 2007, 20:59 - czwartek
komentarze: 0
przeszłościowo

Powszechnie wiadome jest, że każdy człowiek z jakim się spotykamy, każda sytuacja zmienia nas w jakiś sposób, zostawia w nas jakiś ślad, czy nawet większe piętno. A osoby bliskie nam robią to bez wątpienia silniej. Ja myślałam sobie dzisiaj o tych śladach z przeszłości, ale nie duchowych tylko bardziej materialnych. O rzeczach, piosenkach, słowach, które kojarzą mi się z danymi ludźmi. Oczywiście większość ludzi na tej liśćie to moi eks, no ale ;)

Na przykład dzięki pierwszej dziewczynie mojego brata Michała, pięknej Michael, do końca życia będę pamiętać, że kawa rozpuszczalna to instant coffee. Owo dziewczę narodowości niemieckiej przyjechało do nas uczyć się języka i coś jeszcze robić, nawet nie pamiętam. Podczas pierwszej wizyty Michał chciał poczęstować ją kawą, ale za żadne skarby nie mógł znaleźć słowa na Neskę. Na szczęście Mama przyniosła słoik z kuchni i Michaela radośnie wykrzyknęła "Aaaa! It's instant! You should just say Nescafe...". I tak, pamiętam.

Z kolei Marcinowi zawdzięczam trochę muzyki i trochę humoru...

   15 września 2007, 10:51 - sobota
komentarze: 0
Bumtarara, Bumtarara, Niech Nam Żyje Młoda Para!

Mój Brat Adaś się żeni.  Dzisiaj, po południu.

Jeśli komuś się wydaje, że jest to powód do bezgranicznej radości to się myli. Siostra przeżywa ślub brata chyba bardziej niż on sam.
No bo czy ta obca kobieta będzie potrafila zrobić mu na obiad takie pyszne leczo jak ja? Albo czy będzie mu przynosiła smakołyki na śniadanie jak ja, gdy wracałam z zakupów? A czy Ona umie z nim rozmawiać tak jak ja? A czy...?

AAAAA! A w grudniu jeszcze gorzej, bo z Bratem Michałem mam jeszcze więcej wspólnego...a jakaś obca kobieta będzie chciala zostać jego żoną...

PS. notkę sponsorowała emotka ;) 

   14 września 2007, 08:03 - piątek
komentarze: 0
blog life =/= real life?

Śniła mi się dzisiaj Crazy . Że specjalnie jechalam do Krakowa, żeby się z nią spotkać. Jak zresztą parę innych osób z blogoświatka, aczkolwiek dla mnie anonimowych. Że robiliśmy zrzutkę na ciuszki dla Gabrysi. I że udało mi się zamienić z Nią tylko kilka słów, bo pociąg nie będzie czekał.

Dziwne. Nie znamy się, nie piszemy maili, nie rozmawiamy na GG. Raz udzieliłam się w jej akcji charytatywnej, więc wiem jak się nazywa. Zdjęcia zamieszcza na blogu, jej mąż też ma na imię Tomasz. Idzie tym samym tokiem co ja, właśne kończy studia i pracę mgr. Ale jest nieznajoma, obca. I od razu do snów?

Zastanawiam się, czy to moje ukochane miasto mnie woła? Czy za dużo komputera? Czy może to jakiś znak ;)
Dość bredzenia, czas do pracy mgr. Pierwszy rozdział zaakceptowany w 200%.

   08 września 2007, 14:18 - sobota
a zycie toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się los

- Z tym toczeniem to lekka metafora, ponieważ czas który uroczo zwolnił po ślubie zaczął teraz biec "z górki na pazurki". Mgr wisi mi nad głową, a ja zamiast brać się do roboty uparcie twierdzę, że na pewno mi na łeb nie spadnie.

- Rzucanie palenia codziennego i popalanie na imprezach (naprawdę rzadko) jest tak naprawdę jedną wielką ściemą. Papierosy doalkoholowe należy również rzucić. Najgorsze jest to, że nie paląc na codzień nie odczyuwam tak tego głodu, natomiast przy piwie od drugiego łyka już myślę o zapaleniu. Że nie wspomnę, że kac po butelce wina, żubrówce, piwie i fajkach jest nieprzyjemny.

- Powyższe alkohole spożyłam na wieczorze panieńskim Moniki, znaczy się prawie bratowej. Było przeciętnie, naprawdę. Po raz kolejny dziękuję w duchu moim dziewczynom za ich kombinacje, bo choć były monotematyczne, to przynajmniej się dobrze bawiłyśmy.

- W małżeństwie ok. Ja długo sypiam, nie domykam lodówki i chlapię woreczkiem, on strzyże brodę nad dywanikiem w łazience, rozsiewa przedmioty po mieszkaniu i przechowuje skarpetki w formie kulki pod krzesłem. Jeszcze się nie zabiliśmy. Mama miała jednak rację, że seks i dobre jedzenie łagodzą większość starć o pierdoły. 

- Świnia chora, chyba jakiś paraliż ją łapie. Powoli wygląda na to, że długie i szczęśliwe świńskie życie dobiega końca. Ale walczymy, podajemy leki, a Ziutkowe oczka są jakby weselsze. 

- Ślub brata A. za tydzień ;D