Zastanawiałam się, co mogę umieścić jako rekomendację na:

(pomysł oczywiście od Iss ) i muszę przyznać, że mam problem. Blogi, które ostatnio mi się spodobały są tak naprawdę zwyczajne... ale spróbuję.
1. Już zalinkowany ale od niedawna mignona.blog.pl: kobiecość w wydaniu zdzirowatym (inne słowo tu nie pasuje, wybaczcie), jedyny blog który byłby w stanie zachęcić mnie do pójścia w góry, na szlak, a to naprawdę wiele...
2/3 Dla miłośników tematów okołomedycznych medykoemigrant.blox.pl i formaprzetrwalnikowa.blox.pl : oba odkryte bardzo niedawno (choć ktoś może mi zarzucić, że popularne), przeczytane od deski do deski jak dobra książka... wciągające, szczególnie z punktu widzenia osoby, która miała iść na medycynę ;)
4. Nie dlatego, że znam autorkę, ale za pomysł i przydatność: london-geeks.jogger.pl
5. W kolejce do dokładnego przeczytania: coś w sobie ma ta socjopatycznamalkontentka.blox.pl
na PMSa: margerita truskawkowa i cytrynowa i takie zawijane coś:)
skuteczność: 100%
to ja idę spać :)
- jeśli wyśle się smsa do małżonka z informacją "wracaj szybko (...) pragnę, pożądam" o godzinie 18:54, to można być pewnym, że o 20:50 jeszcze go w domu nie będzie
- jeśli będzie duże zapotrzebowanie na przyrodnika w pewnej szkole, to można być pewnym, że wymagają papierka, którego moja uczelnia nie wystawia
- jeśli pół Polski emigruje na Wyspy, to można być pewnym, że jedna z dwóch najbliższych przyjaciółek wyleci do Irlandii (no niby skoro są dwie to mamy pół na pół, pieprzona statystyka)
- jeśli chcę zmienić sprzęt stomijny to można być pewnym, że w samym środku operacji przyjdzie koleżanko/klientka do Tomasza i będę się modlić, żeby nie zacząć burczeć na cały regulator

EDIT: A jak klikniesz czytaj więcej, to jest jeszcze samotna Aleksandra i jej kiecka ;)
po skończonym obiedzie siedzimy w kuchni i ja zagaduję:
- I co Kochanie, smakowała ryba?
- Tak, dobra była.
- To może napisz o tym mojej Mamie? (nawiązuję do wczorajszego dnia, gdy darł się na cały samochód byle by tylko powiedzieć, że mięso było dobre)
- I co mam jej napisać? (zmienia głos na przepito-chamski) Piątek. Ryba. Mięsa nie dali. Fatalnie.
<kurtyna>
PS. Tak, podnieca mnie mój stan małżeński.
Czwarty dzień po ślubie. Pomiędzy euforią a codziennością. Między uśmiechem a łzą. Ale po kolei.
Denerwować zaczęłam się dopiero o 11 w sobotę, czyli na godzinę przed ślubem. Byłam uczesana, umalowana, wystarczyło tylko wbić się w kieckę i czekać na Tomasza. I tylko to trzepotanie serca, tylko to dziwne uczucie w brzuchu. A cały czas wcześniej byłam spokojna jak skała. Przyjechał, ciut później, bo pani w kwiaciarni nie zdążyła zrobić butonierek dla świadków (olaliśmy więc, choć nieźle się wkurzyliśmy). No i do wozu, pięknego, starego, zielonego BMW, w którym się w zasadzie leżało, a nie siedziało. Kwadrans przed południem lądujemy w USC, jest już część rodziny, znajomych, jest też informacja, że "dzisiaj jest małe opóźnienie w ślubach". Jakieś zdjęcia, zdawkowe rozmowy, nerwowe oczekiwanie. Bukiet, szal, suknia, Ci wszyscy ludzie - lekko nierealne...
i co? i nic. życie się toczy denerwująco powoli. może po śniadaniu (dla odmiany mozarella z pesto? ;)) pójdzie mu jakoś szybciej i przestanę mówić, że za dwa dni o tej porze to będę już mężatką z 22 godzinnym stażem.
nadal się nie denerwuj, pozytywnie przeżywam to, co.

Do ślubu zostało mi już tak mało czasu, że wszyscy mi to wypominają, zadając sakramentalne pytanie "denerwujesz się?". ja oczywiście odpowiadam za każdym razem, że denerwowałabym się czymś niemiłym, a ślubu nie mogę się doczekać, bo nareszcie zamieszkam z ukochanym mężczyzną etc. etc.
Oczywiście aby zamieszać z tym tam ukochanym, czy jak mu tam, należy najpierw przystosować jego kawalerską norę do swoich potrzeb. Najwazniejsza jest oczywiście kuchnia, ponieważ przewiduję, że będe w niej spędzać trochę czasu. Zabrałam się więc za sprzątanie, wyrzucanie etc. No i okazało się, że jestem nieekologiczna i nieekonomiczna, ponieważ do sprzątania używam ręczników papierowych!!! Pryskam na brudne szafki ciillit bangiem, biorę ręcznik, myk, myk, ścieram 1,5roczny brud no i do śmieci. I z tego powodu tośmy się lekko pokłócili... Ja naprawdę uważam, że ręczniki papierowe to najlepszy wymysł wszechczasów, przydają się do sprzątania metrowych warstw brudu, bo można je potem po prostu wyrzucić, w przeciwieństwie do ściereczek, które potem należy dlugo i namiętnie odmaczać i prać. I naprawdę nie wiem, czy ja więcej wody i energii marnuję przez to nieustanne płukanie i pranie ścierek, czy przez wyrzucanie ręczniczków papierowych...
No ale ponieważ w każdym małżeństwie potrzebne są kompromisy, to kazałam sobie nabyć ściereczki wielorazowe (dwa komplety od razu, a co, zaszalałam :)), zaś ręczników nie używam już do zwykłych porządków, a jedynie do bardzo mocno zafajdanych rzeczy, np. takiej sadzy, którą mój drogi Tomasz uwolnił wczoraj podczas malowania. Uniósł szafkę i... miał szczęście, że spadający obrzydliwy kłąb nie trafił na mój dzbanek z kopystkami i że jeszcze nie sprzątnęłam tamtej okolicy. Wtedy nie pomogłoby mu nawet kupienie drabiny, o którą się dopraszam, bo chciałabym zdjąć i wyprać firanki, tudzież sprzątnąć przepastne szafki podsufitowe.
Ale o czym to ja mówiłam? Że ślub niedługo i się cieszę? ;) TAAAAAAK :)
Ps. Suknia w domu, dzisiaj ostatnie załatwianie w USC, w sobotę panieński.










