24 kwietnia 2007, 10:32 - wtorek
notka nie dla wrażliwców, czyli pomysły panny S.
Życie ze stomią nie jest ani straszne, ani cudowne. Jak wiekszość sztucznych dla organizmu człowieka rozwiązań, także sprzęt stomijny może zawieść. Jest to złośliwość rzeczy martwych, trudno. Sama stomia jest natommiast żywa, ukrwiona i - obawiam się - myśląca i złośliwa do bólu. No chyba, że istnieje zależność - jaki właściciel, taka stomia...
   23 kwietnia 2007, 23:13 - poniedziałek
komentarze: 0
gdybym się modliła, to dzisiaj moja modlitwa brzmiałaby następująco:

Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać

Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.

Ile mam grzechów? któż to wie...
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
To wszystko było chyba... zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.

Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast...
pacierza na dobranoc

 

Oczywiście E. Geppert

   19 kwietnia 2007, 12:37 - czwartek
komentarze: 0
czasy są niepewne, sytuacja jest napięta

Jedenaste przykazanie: nigdy nie czytaj swojego archiwum gadu gadu

Najpierw będziesz rechotać, potem się wzruszysz, a na końcu okaże się, że chętnie przeżyłabyś rok 2004 jeszcze raz

(znaczacy jest głównie fakt, że w 2004 nie pisałam magisterki)
(a w 2007 powinnam mieć co innego do roboty niż rozpamiętywanie, że ktoś praktycznie każdą rozmowę ze mną kończył stwierdzeniem "dobranoc śliczna")

Sentymenty, sentymenty, ale kim bylibyśmy bez wspomnień?
To był czas wyborów, czas wyjazdów, imprez i wreszcie przyspieszonych kursów dojrzewania.
Wzdych.

A teraz życie jest takie... stabilne?
EEEEEEEEEEEEEE?
No halo!

   15 kwietnia 2007, 21:46 - niedziela
eeee, temat obojętny i tak będzie szał ciał i myśli rozbiegane

Jak łatwo zauważyć, jest już po świętach, więc o świątecznych porządkach i żarełku nie ma już co pisać. Albo chociaż dwa słowa - uwielbiam szykować świąteczne potrawy. Cholera, wyszły cztery słowa, whatever, mogę sie rozpisać. Babka drożdżowa wyszła idealna, sernik jak zawsze kremowy, wędliny w galarecie zostały pożarte, a wina poszły hektolitry. Jak świętować, to świętować, tym bardziej, że to już ostatnie takie święta. Dlaczegóż? Poniewóż cała nasza trójka w tym roku opuszcza dom rodzinny. Ja sierpień, jeden brat ślubuje we wrześniu, drugi w grudniu. Brat A. dodatkowo wyprowadził się wczoraj :D Nie powiem, zebym była okrutnie tym faktem zmartwiona, ponieważ ostatnimi czasy bardzo działał wszystkim na nerwy. No ale w końcu jest najbiedniejszym człowiekiem na świecie, nic mu w życiu nie wychodzi, a możliwość wynajmu mieszkania jedynie za opłaty to nie dar prosto z nieba, a ruina którą trzeba się zaopiekować. Wszystko wiem :D Sama z pocałowaniem ręki wzięłabym to mieszkanie, no ale cóż. Brata A. serdecznie więc żegnamy i zapraszamy na uroczystości rodzinne.

No dobra, tym sposobem rozprawiłam się z sytuacją rodzinną, a przede mną jeszcze kilka spraw do zanotowania...

   03 kwietnia 2007, 12:02 - wtorek
do pracy rodacy, czyli przedświateczne porządki

Aby się trochę zenergetyzować polecam słuchanie składanki "100 best film classics" na przemian z "Huśtawkami" Kleyffa.

 
Jeden jest rytm, jeden rytm
ważny jest wydech i wdech
nasyć się równym oddechem
nasyć się dzisiaj za trzech 

Raz tylko dany Ci czas, ani on Twój ani czyj
z czasem się wszystko ustoi
żyj na huśtawce, żyj!

Wczoraj poszło okno w kuchni i gigantyczny pawlacz. Słowo gigantyczny oznacza miejsce, gdzie trójka dzieci w wieku 4,8,10 mogła spokojnie leżeć razem ...

   01 kwietnia 2007, 20:48 - niedziela
wiosna ach to Ty

Muszę zdecydowanie stwierdzić, że od margerity truskawkowej w The Mexican można się uzależnić. W piątek przyjęłam trzy i mogłabym jeszcze więcej. Tequila i mrożone truskawki bardzo mi odpowiadają. Zbieram się na spróbowanie cytrynowej, chociaż jakoś nie mogę się przekonać, bo mam przeczucie, że jakby była limonkowa, to na pewno byłaby lepsza. AAA, jakie to było miłe, po całym miesiącu regularnego zapieprzu, odpocząć w piątek wieczorem sącząc ten boski napój. Paluszki serowe też niczego sobie. Innych rzeczy akurat tym razem nie testowałam, ale po wcześniejszych wizytach The Mexican wysoko plasuje się w moim rankingu miłych i niezbyt drogich miejsc. Szkoda tylko, że tajemnicę Zorro poznałam już wcześniej.

Kontynuując tematy kulinarne, bo żal by było nie zapisać. Parowar jest dla mnie absolutnie genialnym wynalazkiem. W piątek przyjęłam łososia, do tego brokuły, marchewka, kalafior - wszystko kolorowe, nie rozpaćkane, a przede wszystkim - nie wymagające zbyt dużego solenia. Jak tam dalej pójdzie, to zacznę gotować na parze już przed szpitalem, tak mi się to podoba. W tym tygodniu zamierzam sparować coś bardziej mięsnego. Zapewne na tę moją tendencję wpływ ma także pogoda za oknem. Słońce świeci, można się lżej ubrać, a więc jest i potrzeba aby lżej jeść. Ciekawe, czy w ten trend wpisuje się ta margerita. Pewnie tak, w końcu zawiera truskawki.

I dalej w dziedzinie kuchennej...