Czasu jakoś zabrakło na opisanie dalszych świątecznych szczegółów, więc będzie skrót telegraficzny:
- Wigilia bdb, żarcie wyszło, wszyscy zadowoleni z prezentów etc.
- ja też mam boskie prezenty (wymarzona Nokia, książka Zajdla, limonkowy zestaw z Marksa i Spencera, lokata na wydatki okołoślubne, Nigella Lawson, forsa na książki, której już zapewniłam spożytkowanie, bo Merlin zamówione do dziś książki dostarcza kurierem za darmo :))
- Tomasz spędził u nas Pierwsze Święto, było bardzo rodzinnie i w ogóle super
- Drugie Święto to wizyta u Rodziców i Dziadków Tomka, przemiło jak zawsze oraz znowu chwila u mnie
- zaraz po świętach nastąpiło spotkanie Rodziców - najpierw kawa w wybranej przez nas na obiad weselny knajpie, potem piwo w Brovarii - bez zgrzytów, bez zachwytów, pozytywnie
- spotkałam się z Mauą :)
- byliśmy na spotkaniu z Miłą (D.) w Brogans, gdzie kelnerka wmawiała mi, że Murphy's to jest ale (muahahahha, owszem czasami bywa nazywany Irish ale, jednak nie można tego porównywać to oryginalnych angielskich ale, nawet sam browar pisze o nim "red Irish beer")
A dzisiaj ostatni dzień roku, który miał wyglądać trochę inaczej, no ale...
Dramatis personae:
Aleksandra
stomia
zdradziecka kropla
(rzecz dzieje się w sypialni Aleksandry, pościel jest biała w czerwone łosie, koszulka nocna zielona i satynowa, godzina piąta nad ranem, noc z 25/26 grudnia)
Dobrze, że jeszcze nie po Świętach :)
W wirze przygotowań przedświątecznych nie miałam czasu na pisanie. Przed 18 grudnia nauka do egzaminy z sygnalizacji biologicznej i poszukiwanie prezentów. Część zamówilismy przez internet, resztę trzeba było wytropić. I tak, brałam udział w kupnie prezentu dla P.B. [P.B. = przyszła bratowa] Moniki, ba, sama go wybrałam i kupiłam, konstultując z Adasiem tylko telefonicznie. Dalej, wybierałam prezent od Ojca dla Mamy, w tym roku perły. Przy okazji Tata rozpieścił swoją małą córeczkę zabierając ją na świątecznego łososia do Murnej. Jeszcze prezent dla Anki (biżuteria, perełki), dla Ciotki, która jest z nami na każde święta (bursztyny) i już można było uczyć się dalej. Sądząc, po wyborze prezentów, rację miała Iska, że branża jubilerska przed świętami kwitnie. No a potem trzeba było zdać egzamin...
Wrócił! WróciLI nawet, męskie sztuki dwie. I przywieźli mi Milky Way'a, który chodził mi po głowie cały wieczór.
I - pewnie w ramach ochrony własnego trunku - kupili mi czarną Fortunę. Ziiiimną.
Ale to nic. Wypiję i pójdę do ciepłego łożka.
Dobranoc :)









