Żyjemy ze sobą już od prawie pół roku, chociaż nikt mnie nie zapytał, czy mam na to ochotę. Spełniam wszystkie Twoje zachcianki, dbam o Ciebie, ubieram, przebieram, pielęgnuję wacikami, zasypuję pudrem Twoje rany. Gdy wstydziłaś się RG, zakrywałam Cię bluzką, gdy było Ci niewygodnie w spodniach, odwieszałam je do szafy. Gdy masz problem, idę z Tobą do lekarza. Gdy nie masz się w co ubrać, bo Twoje limity się skończyły, płacę za Ciebie. Rozumiem Twoje fanaberie i problemy i reaguje na nie - czy to nowym ubraniem, czy też przewietrzaniem. Chciałaś ryż, jadłam ryż. Znudziło Ci się, jadłam co innego. Zabrałam Cię ze sobą do Londynu, widziałaś dzięki mnie Warszawę, Busko, Kołobrzeg. Zabieram Cię na grilla, na imprezy, tańczysz na koncercie Kultu, happysadów, Indios Bravos, Hurtu, Strachów na Lachy. A Ty?
Potrafisz obudzić mnie w środku nocy i zmusić do zajęcia się Tobą w brutalny sposób, nawet nie wiesz, jak bardzo poniżona się czułam. Potrafisz robić mi sceny przy ludziach, w centrum miasta. Jesteś bardzo niecierpliwa i swędzisz i pieczesz, gdy czegoś chcesz. Gdy urządzam Ci kąpiel plujesz czasami z oburzeniem. Nie lubisz mojej kobiecości i buntujesz sie przy każdym okresie. Wtrącasz się do moich rozmów.
Ale i tak jesteś moim błogosławieństwem.
Damy radę jeszcze przez ten czas.
Co najmniej miesiąc.
Pozdrawiam Cię żmijko-stomijko
Ola









