Na podstawie powyższego można stwierdzić, że Oli już nie ma, została porwana przez obcych i teraz funkcjonuje jako DELFik.
No ale dość tych żartów. Dzień jest wyjątkowy, bo to ostatni dzień mojego pierwszego roku z RG. Tak, fanfary, otóż pierwszy raz w moim szalonym życiu jakiś mężczyzna wytrzymał ze mną rok! [w sumie to jeszcze nie wiadomo, czy wytrzyma, do jutra do 22 ma czas na ucieczkę i będzie niecały rok] W tym momencie można by przeprowadzić jakieś podsumowanie, albo złożyć samokrytykę, albo coś, ale tego nie będzie.
Chociaż o samokrytykę mogłabym zahaczyć, zastanawiając się, dlaczego żaden inny przedstawiciel płci przeciwnej nie wytrzymał ze mną tyle. Tudzież raczej ja z nimi, bo jak przypominam sobie, to głównie ja inicjowałam rozstania. Wniosek jaki nasuwa się w tym miejscu jest wysoce nieprzystojny i źle o mnie świadczy, więc go pominę, wstawiając w tym miejscu niezwykle często cytowane przez B.M. zdanie „ poznał kobietę swojego życia - nie pierwszą i nie ostatnią."
Ale dość, dość, dość, Aleksandro, masz dzisiaj dość specyficzny humor, jak widzę, uspokój się, daj sobie siana, napisz coś konstruktywnego.
A figę.
PS. I'm alive, dziękuję za dobre słowa. Napiszę jeszcze coś normalnego, jak przejdzie mi dziwny humor.









