Janusz L. Wiśniewski "Kochanka"
A jeszcze nie tak dawno, oddając książkę Mauej przepisywałam na kolanie ten jeden cytat. Pochodzi z opowiadania "Kochanka", opublikowanego w zbiorku "Zespoły napięć". Kiedy czytałam go jakoś w lutym (?) stwierdziłam, że odpowiada on dokładnie stosunkom RG-ja. Książkę oddawałam tydzień lub dwa temu. Życie...
drinasek i ja
Dość nauki na dziś, nie można się pierwszego dnia przemęczać. Przerobiłam moją piętę Achillesową jeszcze z czaswó LO, czyli łańcuch oddechowy i jakoś dałam radę. Teraz siedzę razem w moim Breezerkiem, słucham National Treasure OST i zastanawiam się, czy nie przerzucić się na Indios Bravos. Zdecydowanie tak, niech żyje inny punkt widzenia, taki zbreezerkowany. Dzisiaj wieczorem zamierzam tu trochę posiedzieć i popisać, posmęcić, o wszystkim...
co tu kryć...
Od ostatniej notki minęły jakby lata świetlne. Wszystko przez muzykę, przez koncerty. Kult jak zawsze fantastyczny, niestety pogoda w Poznaniu nie dopisywała, całe szczęście, że chociaż nie padało. Spędziliśmy ten koncert z RG, później jeszcze kolacja, dobrze mi było. Co się naśpiewałam to moje i co tutaj jest typowe...
głównie uniwersytet, potem gdzieś ja
Pierwszy rozdział zaakceptowany, drugi rodzę w wielkich bólach przeklinając zacofanie polskiej nauki. Żebym ja, korzystając z zagranicznych książek z 1999 roku wiedziała więcej, niż autorzy polskich opracowań z roku 2001. Paranoja. Że o irytującym wstawianiu literatury [Kaczmarek i in., 2001] co trzecie zdanie nie wspomnę. Pisanie pracy to jednak nie jest takie ajnfach.
Ale mimo wszystko, nie przestraszona moimi licencjackimi problemami, dostałam się na magisterium w upragnione miejsce...
Ale mimo wszystko, nie przestraszona moimi licencjackimi problemami, dostałam się na magisterium w upragnione miejsce...
jeśli nie chcesz mojej zguby, paczkę migdałów kup mi luby
Pracuję, pracuję, staram się bardzo, nie krzyczeć, że się obijam i po blogach chodzę, bo to była tylko jedna chwileczka, ale za to znalazłam coś, co wywolało u mnie skręt żołądka i rozmarzone westchnienie...
cały dzień marudzenia daje w efekcie...?
Nie powiem, jest już więcej niż było.
Nie powiem, nie jest już aż tak tragicznie.
Jest już tylko chujowo.
Idę na wino.
ninety nine songs about love
Kochane Tivoli, do pizzy zamówionej przez internet dali mi jeszcze pepsi. Uwielbiam pizzę strong, kapary, bardzo ostra papryka, pepsi do tego może i średnio, ale kofeina się liczy...
nagłówek nie może być pusty. a ja mogę.
Nie no, to przecież normalne jest, że robiąc łóżko przed rozpoczeciem CHOLERNIE WAŻNEJ ROBOTY człowiek kładzie się na chwilę obok swojego małego psa i drapie go za uszkiem narzekając. Dobra, to jest normalne. Ale żeby przy tym drapaniu zasnąć?!! To jest co, przepraszam, drzemka południowa?...
chrupki jako klamra kompozycyjna, czyli za dużo archiwum pierwszej żony
Mam nadzieję, że chrupki kukurydziane są dla uczących się niczym ostrygi dla kochanków. Pobudzają, znaczy się. I kawa Nescafe 3w1 + dodatkowe mleko też. I w ogóle. Bo ja wlaśnie mam do zrobienia ciut porządku, żebym papiery mogła rozłożyć i będę pisać tę cholerną pracę. Serce straciłam do tematu, ale cóż czynić, trzeba. Na mgr uciekam już gdzie indziej całe szczęście. A teraz tylko zagryźć się i pisać. I wpierdalać chrupki.
te wszystkie ciche dni, te wszystkie głuche telefony...
Zrobiłam dzisiaj ciut porządków w szafie i wywaliłam dwie siatki ciuchów, głównie starych sztruksów, które "przecież nie były jeszcze takie wytarte", albo "na pewno zaszyję tę wielką dziurę", bądź "w sraczkowatym mi do twarzy". Jedne ocaliłam - na pewno zaszyję tę wielką dziurę. I guzik przyszyję, bo fajne są, czarne i kupiłam je za moje trzy dni pracy w Kinepolis w zeszłym roku. Mężczyzna mi wtedy nawet towarzyszył...









