???
Mama zalała mi buty piwem.
I teraz albo ktoś pomyśli, że mam rodzinę alkoholików, albo takie inne pierdoły.
Nie przesadzajmy. Po prostu wypadło z ręki.
Ale mi buty jadą. Na balkon.
Błe.
samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie...
Szalona sobota, nie ma co. Matka w pracy, a ja od rana popierdalałam załatwiać wszystko, co było do załatwienia. Jakoś trzeba było obskoczyć na miejscu dwa sklepy z zakupami, podjechać do PiPa i do Selgrosu, kupić wiązankę na ślub, załatwić telegram, zapakować prezent. Prezent też ja kupowałam. Latałam wczoraj po mieście po zajęciach i jeszcze po południu w IKEI byłam, fajne kartony tam mają. Jeden dostała ta, co za mąż wyszła, drugi został dla mnie. I Tata mi loda kupił...
czas, czas, czas...
Czas mija, mniej lub bardziej pracowicie, czasami dziwnie, wiesz, jak jest. Nie palę od 18ego, tak na co dzień, się znaczy. W knajpie owszem, się zdarzyło. Lepiej mi. Dużo soków, dużo jedzenia zielonych ogorków, chyba nie utyję. Ale brakuje mi tego szalenie, zastanawiam się po co ja w ogóle rzucam (czy ograniczam, skoro palę tylko do alkoholu), argumenty zdrowotne do mnie nie przemawiają. W pierwszym dniu czekała mnie piękna histeria z nerwów, teraz jest lepiej, ale ciągle myślę, że odebrałam sobie bezpodstawnie przyjemność. Rower wciąż stoi w piwnicy, może i dobrze, bo Poznań zimny był ostatnio, nie raz, nie dwa można było zdrowo przemarznąć...
weekend zaczyna się w czwartek o 11:15
Przynajmniej jak dla mnie. Wiem, dobrze mam, ale co mi to daje, skoro ja ten cały wolny czas najprawdopodobniej przebaluję. W poniedziałek spotkanie w sprawie obron i wyboru dalszej drogi naukowej, a ja mam pustkę w mojej pracy i pustkę w głowie. Od jutra ostra mobilizacja i silna praca. W poniedziałek chcę mieć gotowe dwa rozdziały, jak nic! Ale wiem, zawsze tak mówię...
good day
Miałam dobre przeczucia co do dzisiejszego dnia, oj tak. Wieczór był przemiły z Wv, bratem i Indianą Jonesem, prawdziwy relaks...
Ihaaaaaaaaaaaa!
Jest przepięknie, powietrze jest rześkie, słońce świeci wiosennie, pąki na krzewach powoli, nieśmiało się rozwijają. Dzieciaki wysypały się na plac zabaw, wiatr trochę wieje, więc Matki podbiegają czasami i poprawiają kurtki przy szyjach. Jest wczesne, niedzielne popołudnie...
not good
No i oczywiście, wszystkie dobre plany z reguły muszą paść, a najlepiej jeszcze...
alkoholowo
Litr Martini Rosso stoi na półce u mnie. Sąsiadka w ramach wdzięczności, ofiarowała to Mamie, Mama w ramach obrzydzenia ofiarowała to mnie. Ona się do Martini chyba nigdy nie przekona. Ja owszem, uwielbiam, ale...
!@$^$%&$^^!#
Motto na dziś: jeśli los zwiąże Cię kiedyś pięknym uczuciem daleko od domu, jeśli temu uczuciu zaufasz i będziesz tam daleko pomieszkiwać, jeśli wszystko będzie ładnie i pięknie...
nad żołądkiem rozmyślań kilka
Spoglądam na prawię pustą paczkę po 100g chipsów Lay's Appetite, ser i szynka, grubo krojone, oszałamiająco mi smakują. Co to jest 510 kalorii, macham na to ręką i po chwili przypomina mi się, że nie powinnam machać, tylko się martwić, jak każda normalna kobieta. A to, że się nie martwię jest związane z nieprawidłowym działaniem mojego układu żarciowego i że mam wreszcie cholera iść do lekarza. Niby tak, niby powinnam, ale po pierwsze...
enough
Z pracy nic nie wyszło, dzień jest tak senny, że szkoda gadać. Poczytałam sobie trochę "Niebajkę", całkiem sympatyczną fantasy z elementami irlandzkich mitów, pobawiłam się z psami, poleniłam przed komputerem. Wyrzuty sumienia, jak znam życie, pojawią się jutro. Oj, jak ja teraz rozumiem braci i ich znajomych, którzy narzekali, że każde słowo pracy rodzi się w bólach. Teraz oczywiście także się lenię, najadłam się frytkami, ale takimi porządnymi, z oleju, takimi, jak robi RG... Ech, frytki to my sobie pewnie jeszcze zjemy, może nawet oglądając jakiś film, ale z tego, co widzę, to już nie będzie tak samo. Pomijając zupełnie moją silną wolę (a raczej jej wtorkowy zanik), zmiana nastąpiła z drugiej strony...
pożegnanie
Otóż i ten szczególny piątek, ciało Papieża, nazywanego już teraz Janem Pawłem Wielkim, spocznie w grobie. Nie oglądałam Mszy Żałobnej, popatrzyłam jedynie na same późniejsze uroczystości. Łza się w oku zakręciła, ja się niesamowicie łatwo wzruszam, przyznaję. Od rana lekko mnie Matka ochrzaniła, bo chyba oczekiwała, że od 10ej będę siedziała przed telewizorem. Niestety, nie jest do dla mnie jakieś duchowe przeżycie...
poranne
Obudzono mnie w środku snu, w którym wybierałam bieliznę z obcą mi kobietą, byłam ścigana przez inną, a nade wszystko znajdowałam się na jakiejś zorganizowanej wycieczce z mnóstwem moich znajomych. Czasami podziwiam moje zdolności w kwestiach snów...
cały świat
Młodzież, starsi, dzieci, szkoły, sklepy, kościoły - wszystko i wszyscy przeżywają odejście Papieża. Pojawiły się już nawet łańcuszki na gadu gadu, wszędzie [`] jako pozapalane znicze, smsy od znajomych - jest marsz młodzieży pod katedrę, chodż. A ja nic nie mam naprzeciw...
żenada
Na prośbę Matki podjęłam się korekty pracy licencjackiej, napisanej przez jej znajomą z pracy. Kierunek - socjologia na jakiejś prywatnej uczelni. Zaczęłam robotę na początku tygodnia i już podczas sprawdzania pierwszej strony wstępu wydałam z siebie dziwne ryki i odgłosy. Żeby ok. 40-letnia kobieta, która zdała maturę i nawet jest po trzech latach studiów licencjackich nie potrafiła sklecić zdania? Błędy ortograficzne, interpunkcyjne, logiczne...
to jest gorsze niż nałogi
Nie dało rady inaczej, miałam bloga już chyba 4 lata temu, zmieniałam adresy, serwery, borykałam się z niechcianymi gośćmi, zaczytywałam w cudzych blogach. Jak każdy, chyba. I wróciłam, na mój stary, kochany adres, żeby znowu dać się wciągnąć...









