28 maja 2007, 10:35 - poniedziałek
maj 2007strona główna
o paleniu

Dzisiaj będzie o paleniu, a konkretniej o rzucaniu palenia. Wg osób niepalących jest to rzecz zależna od silnej woli, stosunkowo prosta etc. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie... Cały pic z paleniem polega na tym, że żeby rzucić należy naprawdę chcieć. Rzucanie dla kogoś, rzucanie będąc zmuszonym, prędzej czy później zakończy się fiaskiem.

No a ja własnie mam rzucić palenie. Nie wiem po raz który w swoim życiu, ten ma ponoć być ostatnim. W czerwcu minie ósma rocznica mojego palenia o ile dobrze pamiętam. Oczywiście na początku nie byłam zatwardziałym nałogowcem, ze dwa lata zabrało mi wciągnięcie się do tego paskudztwa.

I palę, chociaż jestem zdecydowaną przeciwniczką palenia jeśli chodzi o względy racjonalne. Mam świadomość ile kosztują papierosy, ile samochodów przepaliła moja rodzina, wiem o raku płuc, żółtych paznokciach i czuję smród jakim zajeżdżają powracający z fajki. Mam świadomość, że przy mojej chorobie palić się nie powinno, bo nikotyna może zaostrzać przebieg. Znam jednak wielu palaczy z CD, żyją.

To rzucanie palenia to wszystko wina Tomasza. To jemu obiecałam, że rzucę przed ślubem. I tak wyznaczałam kolejne terminy, pójście do szpitala, powrót ze szpitala, niedziela, pobyt u speca od hipnozy, sobota, powrót z balu absolutoryjnego. Najdłużej nie paliłam po pierwszym szpitalu - prawie 3 miesiące, ale wtedy to byłam na diecie, wyglądałam jak chomik po sterydach i generalnie to jedyną moją przyjemnością z życia było samo życie.

A Tomasz potrafi być bardzo zły, wredny i obrażalski jeśli chodzi o moje smrodzenie. Wiem dlaczego, z jednej strony go rozumiem, a z drugiej... (choć żartem) chciałabym żeby też palił :D Palacz palaczowi dupy nie truje. A tak to ciągle czuję się winna. Dlaczego?

Bo ja naprawdę nie chcę rzucić palenia.
Jestem typowym przykładem nałogowca.
Jeśli nie palę to popadam w rozdrażnienie.
Bardzo bardzo bardzo ostre.
Zespół odstawienia, wiem.

Teraz nie palę od wczorajszego wieczora. Będzie z 12h.
Dostałam już cholery ze trzy razy.
Wpatruję się w zamkniętą paczkę Goldenów mowiąc sobie "po co to przedłużasz, przecież i tak się złamiesz".

Bo nie chcę rzucać palenia!!! Lubię to. Jestem wrednym nałogowcem. Może to trzeba leczyć?

Patrzę na nią ;) Póki patrzę i marudzę to jest dobrze. Ale jakbym zapaliła tylko jednego dziennie? To i tak byłby sukces. Łżesz babo, nie wytrzymasz na jednej fajce. Na zerze też nie.

 

EDIT 11:30: zdjęłam folię z paczki i powąchałam...

EDIT 11:50: szkoda gadać 

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: