No więc mało czasu troszkę ostatnio. Cały zeszły tydzień w labie (sic!), magisterka zaczyna się od nowa, promotor zadecydował - obrona we wrześniu, bo wcześniej nie damy rady. I "ja wiem, że na chorobę nie ma rady, ale musiała Pani chorować w tak strategicznych momentach doświadczeń?" Widać musiałam. No to sobię labuję. Oby HMH Agnieszka zgodziła się na normalną współpracę. I jeszcze do tego zgubiłam kartę comiesięcznego zaopatrzenia, ale to pikuś. Zaraz jadę zrobić duplikat. A po drodze jeszcze była stolYca, mam absolutnego fioła na punkcie Majki, Tomkowej bratanicy. No i jak zawsze małe zakupy, Arkadia na szczęscie posiada American Bookstore, więc "How to Eat" dołączyło do mojego zbioru. A dzisiaj jestem w nastroju niedotykalnym, mam ochotę na wannę pełną piany, ale nic z tego, zbieramy manatki i spadamy do działania. Sacrebleu.
EDIT: spojrzałam na dół strony. 3 miesiące i 4 dni... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
(trzy miesiące? trzy miesiące? na maaaaaaaj?) <-- Asterix i Obelix Misja Kleopatra









