ok. godziny pierwszej wychodzę z imprezy u RG. Nie, miło było. Zrobiliśmy przepyszne canelloni, wściekłe psy były jak zawsze doskonałe, towarzystwo wesołe.
1:04, spoglądam na zegarek w komórce, zapalam papierosa. Wyglądałam slicznie, dawno tak się sobie nie podobałam. Dopasowane spodnie od Matki Chrzestnej, wisior przywieziony prosto z Wenecji, beżowy bliźniak, świeżo umyte, rozchochrane włosy. Zaczynam rozumieć, dlaczego kobiety lubią się ubierać. Przerażające widmo minionej nadwagi mnie ciągle powstrzymywało. Teraz jest dobrze. Spodnie sa białe, czarnymi kreskami namalowane na nich kwiaty, cienko, wyraźnie, przezroczysta tkanina w niektórych miejscach odsłania nogi.
1:11, przyjeżdża nocny, siadam z książką w dobrym i oświetlonym miejscu. Ślązak jak zawsze przemiły, naprawdę uwielbiam z nim gadać. Towarzystwo też miłe, jedna nowa twarz, wegetarianka. Po kilku wypitych wódeczkach robię się coraz śmielsza i nabijam się trochę z jej poglądów, szczególnie z propozycji patrzenia w oczy zwierzatkom, które się je. Źle. Przecież ja akceptuje odmienne poglądy, tylko po prostu ich nie rozumiem. Tym bardziej, że kiedyś sama chciałam zostać wege. Nie można rzucać kąśliwych, choć w założeniu żartobliwych uwag. Zgrzyt, lepiej nie brylować w towarzystwie, bo skończę jak słynny Dynamit. Trzeba jutro napisać wiadomość i przeprosić.
01:15, ale ten autobus pędzi, spieszy mu sie gdzieś? Rozmyślam zamiast czytać jadąc w autobusie, rozmyślam, bo na wyjściach na fajkę T. i D. znowu dyskutowały o związkach i miłości. Nie wierzą w jednego mężczyznę od ślubu do końca. Panicznie boja sie nudy w związku. Pragną stałej namiętności, nie wystarcza im wizja budzenia się obok siebie co rano. Tłumaczą się negatywnymi doświadczeniami i obserwacjami ze środowiska. Nie chcą ślubów, bądź chcą, ale nie są pewne niczego. Nie potrafią ufać facetom. Patrzą na mnie z lekkim niezrozumieniem. Ja na nie też. Chcę zrozumieć.
01:21, Kaponiera, strasznie szybko, czas na papierosa. Myślę o moim wzorze życiowym, dzięki czemu nie potrzebuję innych, nie potrzebuje obserwacji otoczenia, wierzę. Mam rodziców, po ślubie 28 lat. Każdego dnia wyznają sobie miłośc, całują się. Podpytywana Matka przyznaje, że On jest jej namiętnością życia i innego jej nie trzeba. Maja trójkę dzieci. Mają problemy, małe kłótnie, niedopowiedzenia, przejęzyczenia, zaniedbania. Mają miłość, która zwycięża wszystko. Dlatego ja wierzę, że ona istnieje, że to wszystko ma prawo się udawać wg moich ideałów. Zastanawiam się, czy dziewczyny nie mają racji - nie mam doświadczenia w długotrwałych związkach, jestem też bardzo młoda. Może po prostu nie znam jeszcze siebie i nie znam swoich reakcji... Nie wierzę swoim myślom. Jestem młoda, jestem idealistką, potrafię kochać. Nie boję się nudy, nie boje się obrzydzenia na widok codziennie tego samego mężczyzny obok mnie wieczorem, nie boję się stabilizacji. Wiem, że moje marzenia o zielonej sukni to nie tylko tekstylia. To też pragnienie związków, które przetrwają wszystko, takich jak związek moich rodziców.
01:37, hetmańska, wysiada dziewczyna, która pomyliła nocne, rześko maszeruje w ciemność, niech wraca do domu w całości. Za dużo czasu w nocnych do przemysleń, chociaż ten wariuje i pomyka jak głupi. To dobrze, będę wcześniej w domu, mam coś do napisania. Notkę.
01:42, starołeka, jak rzuca na lewo i prawo, chcę spać. I jak z tym wszystkim jest? Kto ma rację, ja czy one? Kto się przejedzie na zaufaniu do życia, a kto wyjdzie zwycięsko? Dlaczego coraz więcej ludzi jest pesymistami. Ja też krzywię się czasami, narzekając, że nic nie ma sensu, a ja jestem głupia i mam wszy na płucach. Każdy ma prawo do słabości. Ale taki totalny brak wiary nadal mnie nie przekonuje, nie rozumiem, myślę.
01:50, dom Łapię chwile ulotne jak ulotka. Dobranoc









