04 lipca 2005, 15:51 - poniedziałek
lipiec 2005strona główna
untouchable
Na początek cytat z sąsiadki: "kiedy patrzę na Twoją smukłą kibić i to, jak spacerujesz z dwoma pieskami, to w wyobraźni umiejscawiam Cię gdzieś w pieknym ogrodzie otaczającym klasyczny dworek". Bardzo miłe porównanie, nie ma co. A wracając do tematu, to temat jest związany tylko z nadużywaniem przeze mnie piosenki Natalie Merchant "My skin", którą Maua wynalazła gdzies w swoim ulubionym serialu. Normalnie jestem touchable, szczególnie dla RG. Czasami mogłabym tylko zamknąć oczy i poddawać się jego dotykowi. Uwielbiam. Dzisiaj dzień załatwiania wszelakich spraw uczelnianych, dostałam wpis od promotora, zawiozłam pracę do dziekanatu, ustaliłam termin obrony (piątek, 13:20, Zakład Bioenergetyki, Coll. Maius), odwiozłam pracę do promotora, załatwiłam sobie dorobienie zdjęć dyplomowych (bo nie mogą być cztery czarno białe i jedno kolorowe, psiamać). We wszystkim towarzyszył mi B.A., który robił za... szofera. Rozbijaliśmy się Meganką Wv, którą ten naiwnie pożyczył. No z tą naiwnością to przesadzam, bo poszło nam świetnie i w ogóle, ale ponoć kobiety i samochodu się nie pożycza. Nie wiem, bo nie mam. Po południu impreza, przyjeżdża śląski znajomy, będziemy z tej okazji gotować przepyszne canelloni (tak, dla niego można się w RG zakochać, dobrze, że już się nauczyłam i w ostateczności radzę sobie sama), będziemy pić wódkę i w ogóle będzie pieknie. Tylko w co ja mam się ubrać? Ciuchów mam mnóstwo, ale pomyślunku mało, no nic, po południu coś wymyślę B.M. na wygnaniu w Wawie, wysyła mi przemiłe smsy, aż cieplej się robi w okolicy serca. Chyba będę musiała się postarać zrobić coś, żeby zahamować konflikt między braćmi. Kolejna rzecz do przemyślenia. A reszta, to nauka, bo w końcu o coś poza nazwiskiem będą mnie pytać na tej obronie. Nauka i radość z życia. O tak. Zawsze walczyć, zawsze czerpać z zycia pełnymi garściami.
   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: