Czasu jakoś zabrakło na opisanie dalszych świątecznych szczegółów, więc będzie skrót telegraficzny:
- Wigilia bdb, żarcie wyszło, wszyscy zadowoleni z prezentów etc.
- ja też mam boskie prezenty (wymarzona Nokia, książka Zajdla, limonkowy zestaw z Marksa i Spencera, lokata na wydatki okołoślubne, Nigella Lawson, forsa na książki, której już zapewniłam spożytkowanie, bo Merlin zamówione do dziś książki dostarcza kurierem za darmo :))
- Tomasz spędził u nas Pierwsze Święto, było bardzo rodzinnie i w ogóle super
- Drugie Święto to wizyta u Rodziców i Dziadków Tomka, przemiło jak zawsze oraz znowu chwila u mnie
- zaraz po świętach nastąpiło spotkanie Rodziców - najpierw kawa w wybranej przez nas na obiad weselny knajpie, potem piwo w Brovarii - bez zgrzytów, bez zachwytów, pozytywnie
- spotkałam się z Mauą :)
- byliśmy na spotkaniu z Miłą (D.) w Brogans, gdzie kelnerka wmawiała mi, że Murphy's to jest ale (muahahahha, owszem czasami bywa nazywany Irish ale, jednak nie można tego porównywać to oryginalnych angielskich ale, nawet sam browar pisze o nim "red Irish beer")
A dzisiaj ostatni dzień roku, który miał wyglądać trochę inaczej, no ale...
Mieli przyjechać Haresowie, którzy gościli nas w zeszłym roku w Warszawie, ale Kaz się rozchorowała. Sylwestra spędzamy więc z Michałem i P.B. Natalią (oj tak, już P.B. bo wybrany przez nas pierścionek został wręczony i przyjęty). Żarcie będzie zapewne dobre, atmosfera na pewno też, nic tylko się bawić.









