Studia to jest bardzo przyjemny okres w życiu. Naprawdę żałuję, że już niedługo sie to skończy. Jeszcze tylko miesiąc normalnych zajęć, potem miesiąc praktyk z egzaminem końcowym, a na końcu już tylko praca magisterska i obrona. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to niemało, szczególnie jeśli chodzi o mgr, ale i tak powoli czuję, że pewien okres w zyciu mi się kończy...
W tej sesji mam trzy egzaminy - jeden ogólnobiologiczny, jeden specjalizacyjny i jeden pedagogiczny. Własnie uczę sie do specjalizacyjnego, zgłębiając tajniki sygnalizacji biologicznej. Nie jest to proste, męczę sie straszliwie usiłując zrozumieć te wszystkie zagadnienia. Materiału jest bardzo dużo, a ja jestem trochę spóźniona - jutro muszę przerobić cztery wykłady i mieć jeszcze czas na podsumowania. Ale wierzę, że mi się uda. Dzień jest długi.
Praca magisterska na razie leży odłogiem, ponieważ moja opiekun niedawno urodziła córeczkę (Oleńkę!) i nie widzimy się do końca stycznia. Teoretycznie powinnam pracować cały czas nad moimi genami, przygotowywać już wstęp, ale naprawdę trudno jest znaleźć na to czas, skoro muszę pozdawać egzaminy przedterminowo, ze względu na operację w styczniu.
Całe szczęście na zdrowie nie mogę narzekać. Stomia sprawdza się świetnie, nic nie boli, jem wszystko, perfekcyjnie opanowałam pielęgnację, minęły też problemy ze sprzętem. Aż zaczynam się bać, czy po rekonstrukcji będzietak dobrze, jak teraz. Myśl, że mogą mnie tak zostawić podoba mi się też średnio, więc chyba już wolę operację. Tym bardziej, że w ramach przygotowań nabyłam bardzo sympatyczne i ciepłe pidżamy (chyba zawsze już będę pisać pidżama zamiast piżama, ze względów wiadomych). Jedną kupiłam już w wakacje, w Niemczech - miękka gruba flanela... Druga jest czerwona w szkocką kratę, cieńsza, ale przytulna. Trzecia jest limonkowa i kupiłam ją głownie dla koloru :) Dlaczego tak się skupiam na pidżamach? Bo nigdy, przenigdy ich nie lubiłam i zawsze byłam zwolenniczką koszulek. Moja przemiana w tej kwestii tak mnie dziwi, że aż musiałam to uwiecznić.
Co nie zmienia faktu, że te pidżamy i koszulki to i tak o kant dupy, boTomasz uważa, że do spania nie należy sie owijać w żadne tkaniny, tylko we współmałżonka. Niedoczekanie jego! Nie oddam mojej kolekcji zielonych koszulek!!! A przynajmniej będę walczyć :)
A teraz daję mojemu Bratu jeszcze 10 minut na powrót do domu, bo mam ochotę na szklaneczkę whisky przed pójściem spać, a nie chciałabym się rządzić jego trunkami.









