No i super. Immuno niby umiem, z pracy nie mam znowu nic. Leżę i gapię się w sufit, siedzę bezmyślnie przed komputerem, przeklinam się, wkurzam, prawię płaczę, nie wiem, co mam ze sobą zrobić, jak się zmobilizować.
Jem kilogramy ciasta z truskawkami i galaretką.
Mam ochotę wyć.
A na domiar szczęścia wczoraj przed spaniem zauważyłam znaczacą asymetrię między kostkami moich nóg. Ta prawa jest średnio dwa razy większa. Bolała od tygodnia, sądziłam, że to od obcasów egzaminacyjnych. Nie pamiętam żadnego wypadku, a tu proszę - pierwszorzędne skręcenie, albo jakieś zapalenie, cholera wie. Smaruję i żałuję, że nie boli bardziej, bo gdybym nie mogła z bólu wytrzymać, mogłabym chociaż popłakać.
RG we Wrocławiu. Dobrze się bawi i tak ma być. Przecież nie jesteśmy do siebie przywiązani sznurkiem. Co nie zmienia faktu, że chciałabym, żeby tu był i mnie jakoś pocieszył. Chociaż nie ma jak. Na lenistwo i idiotyzm nigdy nie było ratunku.









