Dzisiaj niezwykle pracowity dzień, do późnego popołudnia kończyłam opracowywać materiały na poniedziałkowy egzamin, potem sprzątałam potworowi, szybka sałatka z kury, wspólne z Mamą pieczenie ciasta, przygotowanie jutrzejszej wołowiny po burgundzku. Dobrze mi, trochę zmęczona sączę psa (Dog in the fog rządzi), siedzę tutaj i jestem zadowolona.
Bioenergetyka na pięć, genetyka gorzej, ale nie wiem jak, wyniki są w środę, już nie mogę się doczekać, bo egzamin był naprawdę masakryczny i ciekawi mnie na ile wycenione zostaną moje starania. Po cichu licze na czwórkę, ale w ogóle nie znam sposobu oceniania wykładowcy.
W zasadzie to non stop się uczę, czas odprężenia to nieliczne spotkania z RG, jakiś film, jakieś małe piwo. Wczoraj obejrzeliśmy Hydrozagadkę i jestem ciągle pod wrażeniem. Wszyscy polecali mi ten film, a ja ciągle nie miałam okazji sprawdzić tych pozytywnych opinii. Do tego wypiliśmy trochę małych wściekłych, jakoś tak nas naszło. Wieczór ogólnie przemiły, jak chyba każdy razem. RG twierdzi, że nigdy nie było mu tak dobrze i że nikt nie przestawił mu tak świata. A ja co mam robić... wierzę. Jutro też będę Mu wierzyć, mimo, że okoliczności będą sprzyjające łamaniu słowa. Wierzę i nie boję się o Niego. Aczkolwiek, gdyby mnie zawiódł, to byłby to pierwszy i ostatni raz w naszej karierze. Żadnych rodzynków.
O pracy nawet nie wspominam, nie mam czasu jej pisać. Jutro spróbuję, zacięłam się w sobie, że zdążę.
A wczoraj po wyjściu od RG okazało się, że jestem potrzebna w mieście, do wysłuchania kogoś, V konkretnie. Pojechałam, usiadłam i tak rozmawialiśmy, ja z herbatą, On z piwem. Po słuchaniu było mówienie i oczywiście martwiąc się o mnie, V kazał mi uważać na RG, mówiąc, że Jego sytuacja nie jest normalna. Wiem, że nie jest, wiem, że różni nas tak wiele, wiek i jego przeszłość, ale czym była by miłość, gdyby nie wiara w to, że się uda, że razem damy radę pomimo wszystko? Chcemy sobie życie razem układać, więc próbujemy. Nie można postawić kreski i powiedzieć "nie, bo istnieje mały I. i R.". Więc nie mówię nie, mówię tak i z każdym dniem otwieram się bardziej na to, co on mi daje, sama dając z siebie wiele.
... a jeśli kiedyś przegram, jeśli moja wiara przerośnie sytuację...? To wtedy znowu będę płakać i znowu włożę to między doświadczenia. Życie się nie skończy i syntaza ATP nie przestanie się kręcić. Pamiętaj o tym, Olu.









