ninety nine songs about love
Kochane Tivoli, do pizzy zamówionej przez internet dali mi jeszcze pepsi. Uwielbiam pizzę strong, kapary, bardzo ostra papryka, pepsi do tego może i średnio, ale kofeina się liczy. Oczywiście nie dała rady całej, cóż czynić, już nie mam tego spustu co kiedyś. Siedzę przed okienkiem Worda, gapię się bezproduktywnie, walczę żeby nie palić, szkoda dwóch tygodni. Myślę sobie, że przecież ten jeden papieros mnie nie zabije i nie wciągnie, ale takim myślom się nie ufa. Mały pies leży mi na prawej ręce, piszę jak paralityk, zbieram się na spacer i naiwnie liczę, że jak wrócę, to i moja wena się zjawi, poszła wczoraj do kina na Constantine i jakoś jeszcze nie wróciła.
(tak, słucham Rojka, jak on pięknie zawodzi)









