14 kwietnia 2005, 10:33 - czwartek
kwiecień 2005strona główna
weekend zaczyna się w czwartek o 11:15

Przynajmniej jak dla mnie. Wiem, dobrze mam, ale co mi to daje, skoro ja ten cały wolny czas najprawdopodobniej przebaluję. W poniedziałek spotkanie w sprawie obron i wyboru dalszej drogi naukowej, a ja mam pustkę w mojej pracy i pustkę w głowie. Od jutra ostra mobilizacja i silna praca. W poniedziałek chcę mieć gotowe dwa rozdziały, jak nic! Ale wiem, zawsze tak mówię... Wczoraj opuściłam dzień na uczelni, wstyd się przyznać, przez kaca stulecia. Wtorkowy wieczór miał być zakończony chwilę pogawędki u kuzyna, ale wyszło gorzej... ginu z tonikiem nie należy na końcu poprawiać Jackiem Danielsem, pamiętaj na przyszłość Olu, bo inaczej czeka Cię kolejny taki dzień, jak wyjęty z życiorysu. 800g kefiru od rana, drzemka po południu, wirujące łóżko, ja dziękuję za taki interes. Ten weekend będę grzeczna. Co najwyżej jakaś wizyta u RG i to wszystko! (a czy ja już pisałam, że miałam rację i monogamia nie wyszła? hihi, a nie mówiłam!)

A dzisiaj przemiłe popołudnie rodzinne w planach, wspólny obiad na mieście, trochę pogawędek, mam nadzieję, że wyjdzie ok. Głodzę się specjalnie na tę okazję (znaczy się nie dopycham niczym do obiadu) bo mam ochotę na duże spaghetti :)

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: