Grudzień 2008. Maj 2006. Moja stomia ma 2,5 roku.
Jakiś czas temu podjęłam decyzję, że nie chcę poddawać się operacji powrotnej. Dlaczego, jak, po co? Boję się. Boję się samej operacji i pooperacyjnej słabości, bólu. Boję się, że jeśli odzyskam swoje jelito grube, to odzyskam też chorobę w nim siedzącą.
Jem. Żyję. Pracuję. Ze stomią skończyłam studia, wzięłam ślub, zabrałam ją w kilka ciekawych miejsc. Nic mnie nie boli i mogę spożywać prawie wszystkie pokarmy (mam chyba 4 czy 5 wyjątków) i chlać whisky. Mogę ze stomią uprawiać seks i mieć dzieci. Ze sprzętem radzę sobie na tyle dobrze, że mam nadmiary, do tego nie robią mi się żadne rany ani inne problemu. Ok, raz się odparzyłam od plastra, ale to naprawdę RAZ od roku.Podejrzewam też, że w ciągu najbliższych lat wymyślą jeszcze lepszy sprzęt i akcesoria.
Ja i moja rodzina, moi przyjaciele, nie mamy problemów z akceptacją worka. To najważniejsze.
Stomia to dla mnie same plusy, jak widać. Ze strony medycznej też nie ma teoretycznych przeciwskazań. Muszę zadzwonić do leczącego mnie profesora, miał przedstawić mój przypadek na konferencji i poradzić się innych. Jestem wyjątkiem, normalnie ludzie uciekają od stomii, chcą mieć święty spokój. Jestem jedyna w Poznaniu i pewnie jedyna w Polsce. Głupio mi ;) Mam nadzieję, że dostanę zgodę.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że skazuję siebie na rozwiązanie w pewien sposób nienaturalne. Wiem, że po 5 latach od wyłonienia, może nie być powrotu, ze względu na zrosty etc. Ważę to wszystko na szalkach w głowie. I nadal przechylam się na stronę "zostawić".
Ale zobaczymy.
zaimponowałaś mi... Napisanie takiego tekstu, wyrzucenie takiej dawki "własnego ja" poza swoją prywatność wymaga, imho, niemałej odwagi.
Ze względu na zbliżające się Święta wykorzystam ten moment - przyjmij ode mnie życzenia: żeby odwaga, pogoda ducha, najbliżsi, zdrowie i szczęście towarzyszyły Ci przez cały czas.
All the best for you, Merry X-mass and Happy New Year :)
tommy
a z tą odwagą to nie tak spektakularnie. czasami trzeba coś zapisać, bo dopiero w formie tekstu, dopiero przeczytane, nabiera jakiegoś innego sensu, czy też wagi. ot, co.
I jednoczesnie mam nadzieję, że limit nieszczęść w tym życiu już wyczerpałaś. Zdrowych i spokojnych!
PS: jednoczęsnie nie moge sie powstrzymac, przed małym usmieszkiem ;) Nawet jako pacjentka wyłazi z Ciebie naukowiec - z analitycznym sposobem patrzenia na świat :)
a z tym analitycznym podejściem to potraktuję to jako komplement









