Tymczasem (borem lasem) minęły 4 lata odkąd znam mojego małżonka. W domu zastałam z tej okazji bukiet tulipanów i karteczkę "canneloni będzie na kolację :*".
Wyrobił się chłopak. Z punkowca - romantyk.
Małżeństwo to zdecydowanie stan do któego jestem stworzona. O ile oczywiście ma trochę małych druczków np. "każdy musi czasem odpocząć od współmałżonka", "jeżdżenie do Matki dozwolone", czy "zmywamy naprzemiennie". I choć gro osób nie może się przyzwyczaić do naszego stylu bycia i sposobu, w jaki się do siebie zwracamy ("spierdalaj Kochanie"), to definitywnie jesteśmy małżeństwem szczęśliwym.
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od jednego telefonu, że miałam 20 lat, że oficjalnie byłam z kimś innym. Hihihi.
O innych "że" nie wspomnę przez wzgląd na przyzwoitość. Za siedem dni kolejna czwarta rocznica ;)
i nieutuluony jest żal, że nie znalazłaś kwadransa, żeby wlecieć... ;P









