23 października 2008, 20:00 - czwartek
październik 2008strona główna
fakty po faktach

Do bardziej sensacyjnych wiadomości z czasu nieobecności blogowej należy bez wątpienia rzucenie przeze mnie palenia. Mój super program Quitomzilla mówi mi, że nie palę już 4 miesiące, tydzień i 4 dni, a ponadto wylicza, że zaoszczędziłam już prawie 600zł (nie uwzlęgniając ostatnich podwyżek cen niebieskich Camelków) i nie wypaliłam ponad półtora tysiąca fajek. Bez wątpienia takie liczby działają na wyobraźnię, szczególnie kasa. Po przekroczeniu kolejnych zaoszczędzonych pełnych setek kupuję sobie jakiś drobiazg. A to, co wydałam na plasterki antynikotynowe już mi się zwróciło. Jest więc całkiem nieźle. Udało mi się już nawet upić się dokumentnie bez papierosa, a to jak dla mnie spore zwycięstwo. Zobaczymy, co będzie dalej. Aktualnie mam fazę tęsknoty za poranną fajką w drodze do pracy. Wilgotne, zimne powietrze, dym aż gęsty i ten niesamowity jesienny smak. Wiem, brzmi dziwnie, ale każdy palacz wie, że palenie jesiennym porankiem to jest to. A ja też jestem palacz i do końca życia będę. Jak anonimowy alkoholik. Tego się nie leczy.

Inną niesamowitą wiadomością, którą mogłam upublicznić dopiero po napisaniu poprzedniej notki jest fakt, że zostanę Ciocią za jakieś 8 miesięcy :) Mój średni braciszek i bratowa M. po roku starań ogłosili radośnie wygraną. Cała rodzina się cieszy, a ja dodatkowo zagryzam palce starając się zakopać mój instynkt macierzyński. Niestety, tak od pół roku cierpię na niesamowicie intensywną potrzebę posiadania dziecka. Noworodka. Zaraz. TERAZ. JUŻ. Stan faktyczny jest jednak taki, że musze poczekać jakieś trzy lata. Przyjmując się do obecnej pracy powiedziałam, że nie będę się zaraz rozmnażać, dodatkowo zaproponowano mi sfinansowanie moich wymarzonych dwuletnich studiów podyplomowych od przyszłego października. Diagnosta laboratoryjny jest chyba wart tego małego poświęcenia. Małego? Zobaczymy, co będzie jak M. urodzi. Jeśli przeżyję kontakt z maleństwem, to dam radę i ze studiami. Jeśli dostanę totalnej amby to nie będzie dla mnie ratunku.

Praca jest od pierwszego siepnia, w jednym z poznańskich szpitali, jak już pisałam. Wykonuję badania genetyczne, czyli robię dokładnie to, czego nauczyli mnie na studiach. Teoretycznie jest to wspaniałe, praktycznie trochę mniej. Nie dość, że na razie muszę koegzystować z moją koleżanką ze studiów, co - w obliczu naszych odmiennych charakterów - nie jest proste, to jeszcze mam mało pracy w pracy. A ja bardzo nie lubię się nudzić. Jestem dość szybka i efektywna, więc zaległości po poprzedniczkach wykonałam w trzy tygodnie. Ludzie, badajcie się!

Bardzo tęsknię za moim poprzednim miejscem pracy, a konkretniej stażu. Gdybym mogła wrócić do swojego działu, nie wahałabym się długo. Tam, co prawda nikt mi nie zapłaci za studia ale ludzie, atmosfera i specyfika pracy bardziej mi odpowiadała. Podejrzewam, że jest to syndrom pierwszej udanej pracy. Nieważne. Tęsknię cholernie do dziewczyn, do działu patologii, do Salmonelli. Jak w obecnej pracy robię naważki do żeli w dziale mikrobiologii to z sentymentem wącham jeszcze ciepłe podłoża do posiewów.

Że nie wspomnę o tym, że z obecnego mieszkania miałabym bliżej do miejsca stażu. Z mieszkaniem jest długa historia. Wiedzieliśmy, że z naszego wynajmowanego się zmywamy, bo właściciel zamierzał je w październiku sprzedać. A, że jego cena była bardzo nieadekwatna do jakości mieszkania, to zrezygnowaliśmy. Natrafiło się mieszkanie znajomych, na Winogradach. Dobry stan, 3 malutkie pokoje, przyzwoita cena. Kilka wizyt w bankach ujawniło jednak nasz rażący brak oficjalnej zdolności kredytowej. Bezrobotna i przedsiębiorca, który miał duże koszty to nie jest dobry target. Otrzymaliśmy wsparcie rodziny, niegdyś nazwano by to żyrowaniem, lecz w międzyczasie mieszkanie się sprzedało. To zaczęliśmy szukać. Miało być trzypokojowe, tanie, nisko, najlepiej na Ratajach ;)

Wyszło trzypokojowe, na 11 piętrze, na Grunwaldzie. Ale za to z układem dokładnie takim jak u moich Rodziców. I w perfekcyjnym stanie, po remoncie. I z wieeeeeelką szafą zabudowaną na korytarzu.

Tak więc, od 1 września mieszkany na swoim. I będziemy za to płacić przez 30 lat. Warto. I mamy widok na cały Poznań.

mieszkanie5.jpg 

 

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: