W domu miło, nikogo nie ma, robię, co chcę, aczkolwiek zamierzam już powoli przestawiać się na wcześniejsze wstawanie. Jak nie postawię sobie bata nad głową, to ciągle będę budzić się krótko przed południem. A to szkoda czasu. Mama miała dwa dni urlopu, pracowicie sprzątnęłyśmy kuchnię, odwiedziłyśmy cmentarz, zadowolone jesteśmy z tych dni.
Z RG widuję się prawie codziennie, jakby na zapas przed rokiem akademickim. On się śmieje, że dwóch dni beze mnie nie wytrzyma, a ja odpowiadam, że czasami potrzebuję oddechu. Chociaż, ku mojemu zdziwieniu, jakoś wcale tak nie jest. Zawsze wymagałam przerw w spotykaniu, a teraz mogę widzieć RG dzień za dniem. Nawet jeśli nie robimy nic ciekawego, a tylko leżymy i rozmawiamy. Chociaż te rozmowy są ciekawe, bardzo ciekawe. Chciałabym, żebyśmy zawsze umieli tak ze sobą rozmawiać.
Wspólny czas, zapychanie mnie chrupkami paprykowymi (wczoraj zjadłam dwie paczki!), jakiś film, kolacja, tulenie, czułe słowa, fantastyczny seks. Niesamowite, prawda? Ale najbardziej niesamowite są nasze śmiałe plany. Widać mam w genach szybkie zakochiwanie się i podejmowanie decyzji, no ale za dwa lata... Tak, za dwa lata chciałabym związać to swoje życie z życiem RG i już tego nie ruszać. Mieszkać razem, budzić się obok, słuchać siebie nawzajem, robić sobie śniadania, martwić się, czy wystarczy kasy na wszystko. Żyć razem, po prostu. Z małym świadectwem decyzji, noszonym na serdecznym palcu. Oczywiście zawsze przychodzą myśli, czy to dobry pomysł, czy jestem gotowa, czy dojrzała, czy wytrzymam z tym jednym facetem do końca życia. No mam jeszcze dwa lata, to tylko plany, zaręczyn nie ma - mogę powiedzieć tym, co bardziej histerycznie przejętym. A tym, którym ufam i którzy mnie rozumieją mówię - tak, to jest to. Może ktoś pokiwa głową, ileż to razy próbowałam związków i rozwiązków... Ale trzeba szukać, żeby znaleźć. Znalazłam.
A RG jest cudowny, trzeba mu to przyznać. Fakt, zastanawia mnie, że nigdy się nnie pokłóciliśmy, mutanty jedne. Czasami ja się oburzam na uszczypnięcie za mocne, ale zaraz mi przechodzi. Śmieję się, że to przez dużo dobrego seksu - endorfiny nie dopuszczają do głosu negatywnych emocji. A może ich nie ma po prostu? Może tylko jest czułość, zrozumienie, miłość, radość i wspólne szaleństwa? I chrupki.
A zresztą...
Niech mówią, że to nie jest miłość
Że tak się tylko zdaje nam
Byle się nigdy nie skończyło
To wszystko co od ciebie mam...









