30 października 2007, 11:33 - wtorek
październik 2007strona główna
dieta

Od dzisiaj na 5 dni zmieniam czarodziejkę w bloga zwykłej, udręczonej baby, której jedyną obsesją jest bycie piękną szczupłą i uwodzoną. No dobra, może tylko szczupłą, resztę mam. Nie mam natomiast w czym chodzić, gdyż moja kolekcja spódnic, włączając piękną zieloną spódnicę od M&S, nagle skurczyła się w praniu. Posiadam wiuęc już tylko dwie nabyte w desperacji oraz jedną starą i kraciastą, którą pożyczałam Madziarze, bo ma większy tyłek niż ja. Spodni z zasady nie noszę, jak wiadomo (poza ciepłymi polarowymi w domu, ale to ciiii). No i przy takich efektach przestaję wmawiać sobie, że powinnam się cieszyć, że przytyłam, bo niedobory chorobowe odrobiłam z nawiązką! I żaden tekst o dobrym wchłanianiu z którego się cieszę nie ma już tutaj miejsca.

No to czas na dietę. Pięciodniowa dieta Mattkpolki jest bardzo prosta i bardzo efektywna ponoć. No i łatwa w modyfikacjach :)

Dzień pierwszy: kilogram pyrów. Najlepsze są młode, ale z braku laku będę jadła zwykłe, stare pyry. Oczywiście z jakimiś ziołami, czy coś, tyle, że bez masła. Właśnie wciągam porcję śniadaniową, posypaną ciut curry. Sól do gotowania była, bo inaczej staruszki by nie przeszły.

Dzień drugi: kilogram gotowanej marchewki. Aż mi się mordka śmieje, jak pomyślę o małych marchewkach z Hortexu, które przygotuje sobie na parze. Bez soli, bo z parowara da się takie zjeść. Zdrowe, kolorowe...

Dzień trzeci jest jak dla mnie najgorszy: kilo twarogu - chudego! Nie lubię twarogu w kostce, szczególnie suchych wiórów nazywanych chudym twarogiem. Zamierzam więc trochę pomachloić doprawiając chudy twaróg pudełkiem homo, żeby trochę się namoczył. I przetrwam.

Dzień czwarty z kolei ulubiony: kilogram gotowanego kurczaka. Zalecana jest pierś, ale ja na pewno wezmę nóżkę. Kaloryczność ciut większa, ale cena bardziej przyjazna no i smak nieziemski. Parowar albo i nie. Jeszcze nie wiem.

Dzień piąty: kilogram w miarę niesłodkich owoców. Banany odpadają i dobrze, bo ich nie lubię. Ale jedzenie tylko grapefruitów mi się nie uśmiecha.  Podejrzewam, że kupię sobie pół kg mrożonych wiśni. I to koniec.

 

Po 5 dniach jak powyżej, bez kawy, z niewielką ilością soli, traci się pare kg. Czekam z utęsknieniem. Moje spódnice też. Ćwiczyć nie będę akurat teraz, bo organizm nie pozwala, ale po diecie jak będę miała jeszcze poddietę (rozsądną) to może trochę pomacham nóżką.

 

Aha no i dysklajmer: kocham jeść. nienawidzę się odchudzać. nie stać mnie na nowe spódnice.

   Komentarze: 0
   Dodaj komentarz: