Co robi piękna (cicho, to się nazywa dobry nastrój), młoda mężatka, z miesięcznym stażem, we wspaniały, piątkowy wieczór?
Czy właśnie skończyła oglądać film z Ukochanym, wysączyła ostatnie kropelki wina z kieliszka i razem udają się do łóżka? A może oblizuje się po kolacji w romantycznej knajpie? A może szaleje ze znajomymi na imprezie? Tuli się do męża zasypiając?
Nie, no skąd. Po tym jak już umyła naczynia, wyszorowała kibelek, napakowała swoją kasetkę z lekami, przeczytała pół bloga idiomki i odebrała telefon od małżonka, który informował ją, że koncert się skończył i idzie do knajpy ze znajomymi (nie czekaj Kochanie), zastanawia się, co zrobić z nadmiarem energii którym ku swojemu zdziwieniu dzisiaj dysponuje.
Może posprzątam w szafie? Może wezmę kąpiel? Może doczytam tego bloga do końca? Może upiekę muffiny? (odpada, blacha została u Mamy)... AAAAAAAAAAAA!
I najgorsze jest to, że gdybym nie musiała pisać pracy mgr, pewnie bym już smacznie i spokojnie spała. To nerwy trzymają mnie na nogach, czekam na kolejnego maila od Agnieszki-opiekunki mgr.
Tja.









